Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie czas nieskrępowanego obżarstwa okołoświątecznego rozpoczyna się wraz z pierwszymi zakupami i aktywnością kulinarną. Pomimo, że święta same w sobie spędzam bardziej w roli gościa niż gospodyni, to jednak poczuwam się, by nie przybyć „na gotowe”. W związku z tym piekę i pichcę i… non stop smakuję. Czy aby wystarczająco słodkie? Czy nie sypnąć więcej cynamonu? Czy nie przesadziłam z miodem?
Później – wiadomo. Wigilia, a wraz z nią najsmaczniejsze potrawy, jakie można sobie wyobrazić. No dobra, nie jest to sushi czy owoce morza, ale właśnie unikalny charakter świątecznych kulinariów – wszak wiele z nich jadam tylko raz w roku – sprawia, że czekam na wigilijną ucztę jak dziecko. Po wigilii – dwa dni poprawin. Wspaniale jest siedzieć wśród bliskich nam osób, sączyć aromatyczny kompot z suszu albo grzane wino, pogryzać piernika, makowczyka i pistacje, czuć się błogo, radośnie, dobrze. Niestety ten cudowny stan ma swoje przykre skutki uboczne. Bywa, że po świętach z przerażeniem konstatujemy, iż nie dopinamy zamka w ulubionej małej czarnej (a przecież miała być gwoździem programu w sylwestrową noc!), a ulubione dżinsy też wydają się być o numer za ciasne.
Nie jestem dietetyczno-wyczynową terrorystką. Każdy na prawo do chwili słabości i zapomnienia. Święta są raz do roku i sielankowy nastrój, w jaki wprawiamy się w te dni jest absolutnie niemożliwy bez pochłonięcia odpowiedniej ilości kalorii.
Moja rada nie jest zatem utopijną mrzonką, a całkiem sensownym głosem rozsądku.
SPACERUJMY!
Pomiędzy świątecznym śniadaniem, a równie obfitym obiadem, zabierzmy czworonożnego pupila na porządny spacer z bieganiem, aportowaniem i innymi uwielbianymi przez zwierzaki aktywnościami. Wierzcie mi – same również na tym skorzystamy. Spalimy przynajmniej część śniadania, nabierzemy apetytu na kolejną porcję bożonarodzeniowej rozpusty.
Weźmy na spacer mamę. Po pretekstem babskich pogaduch zróbcie porządny kawałek do oddalonego nieco parku i z powrotem. Zaoferujmy padającej na twarz szwagierce, świeżo upieczonej mamie, że porwiemy jej maleństwo na zdrowotny spacerek, a ona niech zdrzemnie się godzinkę lub dwie. Nie migajmy się, gdy stremowana ciocia wyzna z zakłopotaniem, że skończyło się białe wino, a pobliska stacja benzynowa ma całkiem imponujący wybór. Kurtka na grzbiet, czapka na głowę i w drogę!

Pamiętajmy o odpowiednim outficie spacerowym. W święta lubimy podkreślić doniosłość uroczystych momentów w rodzinnym gronie eleganckim lookiem. O ile żorżetowa bluzka czy ażurowe rajstopy w odpowiednim zestawieniu mogą efektownie prezentować się przy świątecznym stole, o tyle na spacer zafundujmy sobie nieco swobody i komfortu. Nie możemy przecież zmarznąć – przed nami Sylwester, a, zgaduję, że ostatnią rzeczą, jakiej życzyłybyśmy sobie to noc sylwestrowa w łóżku z termometrem pod pachą