Kulinaria Według Hanki

Archiwalne artkuły z kategorii: Kulinaria według Hanki

Jak pan może, panie pomidorze?

Zaczynam Brzechwą, bo Brzechwę przerabiam ostatnio bez przerwy. Zrozumcie matkę kilkulatka i bądźcie wyrozumiali. Wiersz o pomidorze, przedrzeźniającym ogrodniczkę jest na szczęście świadectwem starej dobrej szkoły poezji dla dzieci i po stokroć wolę starego, poczciwego Brzechwę niż współczesną twórczość pełną częstochowskich rymów i nieczytelnych morałów;).
No ale nie o poezji miało być. Dziś o pomidorach. Dla mnie to jedne z najważniejszych i najbardziej oczekiwanych po zimie warzyw (choć biegli twierdzą, że to jednak owoc). Pomidory mają to do siebie, że nie sposób ich oszukać cieplarnianymi lecz sztucznymi warunkami szklarni. Owszem, wzrosną, owszem, nabiorą pomidorowego koloru, ale nie pachną i nie smakują, jak te, zdjęte z krzaczka skąpanego w letnim słońcu.
Nie wyobrażam sobie kuchni bez codziennej niemalże dawki pomidorów. Rano lądują na kromce razowca w postaci smakowitych, oprószonych posiekanym szczypiorem, krążków. Na lunch zwykle pochłaniam sałatkę i w porze letnio-jesiennej niemal zawsze zawiera pomidory. Również obiad, który przygotowuję, gdy wszyscy moi domownicy zbiorą się  w domu po dniu pełnym rozmaitych zajęć, bardzo często bazuje na smaku aromatycznego miąższu pomidorowego.
Pomidor jednak jest nie tylko smaczny i atrakcyjnie prezentuje się na talerzu.
Jest również bardzo, ale to bardzo zdrowy.

fot. advertisingarchives.co.uk, cdkitchen, expederm.com, forum.xcitefun.net, myrecipes, nontoxsoapbox, wallpapersphere.com, znnw.com, google.com

Pomidor na serce
Uczeni z australijskiego Uniwersytetu Adelajdy na łamach magazynu naukowego „Maturitas”, obwieścili, że pomidory obniżają ciśnienie krwi oraz poziom cholesterolu w organizmie, zapobiegając tym samym między innymi miażdżycy. Likopen, przeciwutleniacz nadający pomidorom ich czerwoną barwę, chroni organizm przed chorobami układu krążenia, serca, a nawet rakiem. Naukowcy ci, objęli analizą karty medyczne pacjentów nawet sprzed 55 lat i ich rewelacje są niesamowite – pomidory, spożywane w dużych ilościach działają jak drogie leki.

Pomidor na sylwetkę

Osiemdziesięcio-gramowy pomidor ma około 19 kalorii, a jego indeks glikemiczny wynosi 15.  W związku z tym zrzucając zbędne kilogramy lub prostu dbając o linię możemy ich jeść właściwie nieograniczone ilości.

Pomidor na zdrowie
Pomidory są źródłem wielu innych substancji, które są bardzo korzystne dla naszego organizmu. Zaliczamy do nich nie tylko wspomniany już likopen, ale również potas oraz witaminy. Pomidory to bardzo ekonomiczne źródło potasu. Osiem średnich warzyw pokrywa dzienne zapotrzebowanie na ten pierwiastek. Pochłaniając surowe pomidory można też zapewnić organizmowi odpowiednią dawkę witaminy C, która stymuluje naszą odporność, a także reguluje poziomu cholesterolu we krwi.

Pomidor na urodę
Witamina C ma również niebagatelne znaczenie w dbałości o skórę. Dotlenia ją, wzmacnia drobne naczynia krwionośne, co w efekcie odżywia cerę i dodaje jej blasku. Stymuluje również syntezę kolagenu, dzięki czemu skóra pozostaje jędrna i elastyczna (pamiętajmy zatem o pomidorach tracąc wagę!). Z kolei witamina E chroni przed powstawaniem zmarszczek i przedwczesnym starzeniem się. Działa niezwykle korzystnie na urodę nie tylko poprzez dietę, lecz również w zastosowaniu zewnętrznym. Smarowanie twarzy oraz skóry dłoni sokiem pomidorowym pomaga rozjaśnić przebarwienia, a także łagodzi zmiany trądzikowe.

A na deser jak zwykle przepis, z pomidorami na surowo, bo tylko takie zawierają w sobie nienaruszony działaniem temperatury komplet dobroczynnych składników. Zakąska, przywodząca mi na myśl cudowne wakacje we Włoszech, kraju niesamowitych doznań wizualnych i kulinarnych.

fot. dwie-chochelki

Bruschetta z pomidorami i bakłażanem:
-ciabatta
-3 duże mięsiste pomidory
-sól, pieprz
-łyżeczka octu balsamicznego
-garść świeżych liści bazylii
-oliwa z oliwek
-ząbek czosnku
-1 bakłażan

Bakłażan kroimy na plastry, solimy i czekamy aż wypuści łezki ;) , które zawierają goryczkę. Zbieramy je ręcznikiem papierowym. Pomidory pozbawiamy skórki, kroimy w kostkę i przekładamy do miski. Solimy, pieprzymy, occimy ;) oraz dodajemy porwaną na kawałki bazylię. Kromki ciabatty oraz plastry bakłażana opiekamy w piekarniku (smażony bakłażan jest cudny, ale okropnie pije tłuszcz!). Podpieczone kawałki pieczywa pozbawiamy skórki, nacieramy przekrojonym ząbkiem czosnku, na wierzch kładziemy plaster bakłażana, a nań z kolei pomidory z bazylią. Całość polewamy oliwą.
Konsumujemy przymykając powieki w geście zachwytu… ;)

Malina dobra na wszystko

Witajcie moi drodzy, jak nastroje po weekendzie? Mój nienajgorzej, właśnie objadłam się malin, wypiłam znakomitą latte i mogę dalej działać. Może staję się już nieco nudna, ale kolejny raz namawiam – jedzcie to, co sezonowe.
Dziś o dobroczynnej mocy malin, bo o tym, że są wyjątkowo smacznym owocem nie muszę chyba nikogo przekonywać :) .
Maliny są owocem z przełomu lata i wczesnej jesieni. Właśnie teraz tekturowe pudełeczko malin ma najlepszą cenę i zawartość. Dlaczego warto je jeść? Działają przeciwbakteryjnie (niektórzy nazywają je naturalnym antybiotykiem) i ściągająco – niosą istotną pomoc w bólach brzucha i uporczywych biegunkach. Każde z nas zapewne miało lub ma babcię, która wspierała się domowymi sposobami leczenia grypy i przeziębienia, takimi jak miód, czosnek czy właśnie napar z malin. Otóż liście malin pobudzają także czynność gruczołów potowych, a więc działają napotnie, ma to istotne znaczenie gdy chcemy nimi wspomóc zwalczanie wysokiej temperatury. Maliny powodują także rozkurczanie mięśni gładkich, w ten sposób mogą skutecznie uśmierzyć między innymi ból miesiączkowy. Te fotogeniczne, urocze, różowe owoce zawierają witaminy B1, B2, B6, C i E, a także sole mineralne: wapń, potas, fosfor, żelazo i magnez. Co więcej – są bardzo niskocukrowe. Dzięki niektórym solom zaś dotleniają organizm.

fot. kwestia smaku, superpani, se.pl, styl fm, fakt, tipy

Oprócz stosowania malin wewnętrznie, a więc mówiąc prościej – jedzenia ich, warto wypróbować je jako składniki domowo sporządzanych kosmetyków, na przykład masek. Rozmaite połączenia dadzą różny efekt, zastanów się więc który byłby odpowiedzią na twoje indywidualne problemy z cerą (no, chyba że w ogóle nie masz z nią problemów – zazdroszczę!). Jeśli masz wrażenie, że twoja cera potrzebuje wzmocnienia, a także przydałaby jej się kuracja ograniczająca wydzielanie sebum, oto przepis dla ciebie: garść malin zmieszaj z miodem i żółtkiem jajka. Jeśli widzisz w lustrze twarz zmęczonej osoby, a wiesz, że dzień jeszcze skończył i nie możesz pozwolić sobie na relaksującą kąpiel oraz drzemkę, oto sposób, by podratować look: maliny rozgniecione i zmieszane z mlekiem nakładamy gęsto na twarz. Po zmyciu intensywnie nawilżamy kremem. Niezbędnym zabiegiem zalecanym do stosowania nawet dwa razy w tygodniu jest peeling. Należy go robić niezależnie od rodzaju cery, bo każda potrzebuje pozbyć się martwego naskórka. Jeśli mają nam w tym pomóc maliny – weźmy przepis pierwszej maseczki i dodajmy do niej garść drobnych otrębów, choćby owsianych. Taką papką masujemy twarz i dekolt przez około 2 minuty.

A teraz przepis, który bardziej lubię – kulinarne :) .
Po pierwsze – sałatka z malinami, wcale nie na słodko… Przepis z jednej z moich ulubionych stron z kulinariami – Kwestii Smaku.
Składniki:
• 2 pieczone dojrzałe brzoskwinie, pokrojone w ćwiartki
• sok z 1/2 cytryny
• miodowy vinegret
• 1 łyżka drobno posiekanej mięty
• 50 g sera feta, pokrojonego w kosteczkę
• 1/4 czerwonej cebuli, pokrojonej w cienkie plasterki
• garść mieszanej sałaty
• sól i świeżo zmielony pieprz
• tyle malin, na ile macie ochotę :)

Brzoskwinie skrapiamy sokiem z cytryny, a następnie pieczemy w 200st. przez 2 – 3 minuty. Przygotowujemy miodowy vinegret (1 łyżka soku z cytryny, 3 – 4 łyżki oliwy z oliwek, 1 łyżka miodu,  szczypta soli morskiej, świeżo zmielony czarny pieprz). Do salaterki wkładamy poszarpane wcześniej liście sałaty, dodajemy pokrojoną na cienkie półksiężyce cebulę, fetę oraz brzoskwinie. Polewamy sosem, dekorujemy malinami.
Taką sałatkę możemy bez problemu wziąć do pracy zamiast tuczących kanapek. No, może w wersji bez cebuli :) .

Radość wspólnego pichcenia

Witajcie w najlepszy ze wszystkich dni tygodnia! : )
W piątek poczucie obowiązku boksuje się z potrzebą snucia idyllicznych scenariuszy na nadchodzący weekend. Z jednej strony chcę jak najwięcej zrobić, by nie zostawić sobie zaległości na kolejny tydzień, z drugiej – jestem głową i sercem w strefie: wolne. Tak jest i dzisiaj. Dziś mam sporo różności zrobienia więc postaram się spiąć i wszystko załatwić, tak by wieczorem z poczuciem zasłużonego odpoczynku, spotkać z bliskimi przy lampce wina w kuchni.

fot. www.realsimple.com

Dlaczego w kuchni, a nie salonie? Bo uwielbiam tak zwane cooking party. Czyli spotkania ze znajomymi w celu wspólnego gotowania, a następnie zajadania się pysznościami, któreśmy wspólnymi siłami stworzyli. Owszem, przyznam bez bicia, w kuchni jestem generałem i nie dam sobie odebrać  kuchennej władzy;) Na szczęście zarówno mój małżonek, jak i bliscy znajomi, bez protestów oddają mi pałeczkę pierwszeństwa zadowalając się rolą „pomocy kuchennych” ;) .
I tak rozesłałam już kilka dni temu maile z poleceniem zakupienia składników potraw, które zaplanowałam na ten wieczór.  Planując taką ucztę zawsze biorę pod uwagę sezon oraz to, co aktualnie jest najlepsze, najsmaczniejsze i najtańsze.

Jako przystawkę planuję upichcić znakomity krem z cukinii. Podaję go z kwaśną śmietaną i startym parmezanem oraz dekoruję drobno posiekanym szczypiorkiem.

fot. dwie chochelki

Składniki:

  • 4-5 małych cukinii (lub  2 wielkie)
  • 1 duża cebula
  • kilka ząbków czosnku (w zależności od preferencji)
  • oliwa z oliwek
  • świeżo zmielony pieprz
  • świeży tymianek
  • śmietana 12%
  • parmezan
  • posiekany drobno szczypior

Cukinie, cebulę, czosnek i liście tymianku duszę w oliwie i niewielkiej ilości wody. Gdy widzę, że wszystko zmiękło blenduję na jednolitą masę. Doprawiam. Podaję w miseczkach z kleksem śmietany , szczypiorkiem i parmezanem.

Zadania, które zlecam innym – obranie ząbków czosnku, pokrojenie cebuli i cukinii, starcie parmezanu, posiekanie szczypioru.

Na danie główne przewidziałam faszerowane papryki. Zauważcie, że zarówno cukinia, jak i papryka są teraz w warzywniakach w najlepszej możliwie cenie i są najsmaczniejsze.
Farsz do papryk to właściwie kwestia gustu. Jedno lubią warzywny, inni – nieistotne co, byleby mięso.
Ja preferuję miks tego wszystkiego.

fot. kulinarneinspiracje.pl

Składniki :

  • 10-12 niedużych białych papryk
  • kilogram dobrej jakości mięsa wołowego, lub wołowo-wieprzowego
  • 25 dkg chudego pokrojonego w plastry boczku
  • szklanka dzikiego ryżu
  • duży por lub dwa mniejsze
  • kilka pieczarek – lub, jeśli to możliwe – innych grzybów (kurki, podgrzybki)
  • porządny pęczek natki pietruchy
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól
  • oliwa

Ryż gotuję al dente. Boczek pokrojony drobno podsmażam na patelni, dorzucam później pokrojonego na cienkie plastry pora i grzyby. Na drugiej patelni smażę popieprzone i posolone mięso. Nie przesadzam z dosmaczaniem, bo w tej potrawie jest wiele ciekawych woni i smaków, nie chcę ich przysłonić. Myję dokładnie papryki i wydobywam z nich środki, tak by dziura po ogonku umożliwiała swobodne nafaszerowanie ich.  Siekam natkę. Ugotowany ryż łączę z mięsem, zawartością drugiej patelni i nacią, solę, pieprzę.
Faszeruję papryki farszem ryżowo-mięsnym, układam je w naczyniu żaroodpornym jedna przy drugiej i zapiekam ok.15-20 minut. Naczynie musi być, naturalnie, wysmarowane oliwą. Nie należy przesadzić, bo papryka dość szybko mięknie, a dobrze by nie była nazbyt miękka.  Można też sporządzić do niej sos – pomidorowy lub grzybowy, lub jakikolwiek, który uważacie za dobrze komponujący się.

Zadania, które sprawiedliwie rozdzielam:
Pokrojenie boczku, grzybów, porów, umycie i wydrążenie papryk, posiekanie natki.

Następnym razem napiszę o deserach, które można teraz podawać, wykorzystując sezonowe owoce.
Ja dziś chyba podam po prostu lody polane musem z malin :) .
Myślę, że przystawka i danie główne są na tyle sycące, że nie warto nic piec :) .

Miłego i smacznego weekendu!

Ogórek wielu zastosowań

O osobniku, który pojawiają się w towarzystwie i nagle okazuje się, że jest od wszystkiego mawia się nieco żartobliwie człowiek-orkiestra. To ktoś, kto powie doskonały dowcip, rozpali ognisko, wyjmie z zanadrza gitarę, bezbłędnie zaintonuje znaną wszystkim pieśń, zaśpiewa bez krztyny fałszu, a potem jeszcze poczęstuje wszystkich doskonałym winiakiem, rzecz jasna, własnej roboty. Tacy ludzie niezmiennie zadziwiają mnie, a także budzą podziw, ten z pogranicza zazdrości. Sama też jestem kobietą-robotem wieloczynnościowym, ale chyba bardziej z musu niż z talentów własnych.
Rzecz dotyczy nie tylko ludzi. Lubię gdy rzeczy są uniwersalne, gdy mogę coś wykorzystać do kilku rozmaitych aktywności. Weźmy pod lupę choćby kulinaria – mam pełną lodówkę wielofunkcyjnych płodów ziemi, które zależnie od potrzeby świetnie leżą na mojej twarzy, na moim talerzu, lub – na duchu.
Taki ogórek na przykład…

fot. bite delite.com, tipy, egotuj, drinks.net, frisco.pl, google.com

Nie dość, że pyszny, zdrowy i niskokaloryczny, to jeszcze jak dobrze działa na urodę oraz jakże miło odstresowuje. Sezon na gruntowe ogórki sprawia, że bez ustanku zapełniam ekspresowo opróżniane kamionkowe naczynie miksem świeżych, jędrnych ogóreczków, kopru, czosnku i solanki. Zresztą produkuję namiętnie nie tylko małosolne!  Wieczorne przekąski, które czasem serwuję, gdy kogoś późno goszczę, muszą mieć dwie istotne cechy -być smaczne, wiadomo, oraz – bardzo niskokaloryczne, bo zapełnianie żołądka ciężkimi potrawami na noc to najcięższy grzech przeciw ładnej figurze. Ogórki gruntowe są o niebo smaczniejsze niż te szklarniane, a w kompozycji z włoskim orzechem i plasterkiem sera pleśniowego smakują wybornie, przy czym idea lekkiej przekąski jest wciąż zachowana.
Jeśli chodzi o dbałość o cerę nie znam konkurencyjnego warzywa, ogórek bije wszystkie na głowę. Ogórkowa maseczka może z powodzeniem być przyrządzona w domu, jest niebywale tania i naprawdę działa. Robimy tak: Ucieramy na tarce kilka ogórków, odsączamy nadmiar wody, a następnie kładziemy na twarz, szyję i dekolt. Trzymamy tak około kwadransa, następnie zdejmujemy (nie: zmywamy!). Taka maska nawilża i wygładza. Ogórek zmiękcza skórę i działa odświeżająco, a także delikatnie rozjaśnia. A co ważne – nadaje się właściwie do każdego rodzaju cery. Mam także doskonały krem do rąk na bazie świeżego ogórka. Jego przepisu niestety tu nie przytoczę, obawiam się, że do jego wytworzenie potrzeba coś więcej niż miseczka i tarka ;) (może wręcz przydaje się fabryka kosmetyków? ;) ), ale jeśli będziecie mieć kiedykolwiek do czynienia z kosmetykami ogórkowymi, bardzo polecam. Mam na myśli oczywiście te specyfiki o których wiadomo, że faktycznie są na bazie świeżego warzywa, a nie tylko dysponują syntetycznym aromatem podrabiającym bezczelnie naturę.
I wreszcie trzecia rzecz – duch. Może nieco przesadzam, twierdząc, że ogórek ma właściwości kojące po całym dniu rozmaitych stresów, ale… poniekąd tak jest :) . Skomponujcie taki oto wieczorny koktajl – pięćdziesiątka Gorzkiej Żołądkowej, garść pokruszonego lodu, nieco soku ananasowego i Sprite do pełna. Do tego 5-10 plasterków świeżego, nieobranego ze skórki ogórka. Nie wiem, jak Wy, ale ja po takim niewinnym napoju staję się dużo lepszym człowiekiem :) .
Czego sobie i Wam, moje drogie, serdecznie życzę.

 

Wykorzystać sezon na zielone

Ida, szczerze zazdroszczę takiej modowej samodyscypliny. Ja najchętniej wszędzie ubierałabym barwne, kwieciste sukienki :) I sandały. Ale wiadomo – konwenanse są nieprzejednane :) .

Ja dziś o jedzeniu! Uwielbiam gotować, przygotowywać, obserwować przez szybkę piekarnika jak rumieni się moje dzieło, siekać, przyprawiać, rozcierać w dłoni, wąchać i wreszcie – smakować. Uważam tworzenie kulinariów za pełnowartościową sztukę, a jedzenie za jedną z największych rozkoszy ziemskiej egzystencji! :)
By jednak oddawanie się tej rozkoszy nie ewoluowało w nieumiarkowanie, należy trzymać się (jak zresztą w każdej innej dziedzinie życia) arcymądrej zasady złotego środka. Czyli – niedużo i ogólnie – bez przesady.
Lato jest czasem absolutnej rozpusty kulinarnej i to takiej właśnie w moim rozumieniu. A więc można jeść do syta i bardzo zdrowo, niekalorycznie. Sezon na świeże owoce i warzywa, dojrzewające na prawdziwym słońcu, a nie w szklarni należy wykorzystać do cna. Soczyste, piękne, pełne dobroczynnych witamin i innych istotnych składników odżywczych płody ziemi doskonale zaspokoją głód, szczególnie w upalne dni, kiedy myśl o schabowym w towarzystwie zasmażanej kapustki nie jest najmilszą z myśli.

Tak więc wykorzystuję sezon na zielone, jak się da najpełniej. Na śniadanie brzoskwinie, truskawki, morele, maliny z otrębami i jogurtem. Na lunch – sałatka z papryki, pomidorów, sera koziego i ogórków małosolnych domowej roboty.
A po powrocie z pracy oddaję się istnej wirtuozerii warzywno-owocowej. Do moich hitów letnich dań należy cukinia zapiekana z pomidorami, czosnkiem, papryczką chilli i parmezanem (może być też oscypek), zawiesista pomidorówka z mozzarellą, bazylią i kleksem kwaśnej śmietany oraz mięsne roladki ze szparagami. Wszystko to ma najistotniejsze dla kulinariów zalety – jest zdrowe, jest nieprzesadnie kaloryczne, wykorzystuje sezonowe warzywa, doskonale prezentuje się na talerzu i nie potrzebuje długich godzin na przygotowanie. Ta ostatnia wartość jest według mnie szczególnie istotna – nie sztuka robić w kuchni cuda, gdy na ich wyczarowanie mamy mnóstwo czasu, sztuka zrobić coś fajnego w kwadrans :) .

Dziś dzielę się z Wami moim top3 tegorocznego lata.
Po pierwsze zapiekana cukinia:

fot bazyliowo.blogspot

Czytaj dalej…





Copyright © 2004–2009. All rights reserved.

RSS Feed. This blog is proudly powered by Wordpress and uses Modern Clix, a theme by Rodrigo Galindez.