Zdrowie I Uroda Według Nastki

Archiwalne artkuły z kategorii: Zdrowie i uroda według Nastki

Masuj się kto może!

Witajcie drogie Czytelniczki Heppin Cafe :) Jak samopoczucie po weekendzie?
Pomyślałam ostatnio o Was oddając się wielkiej przyjemności masażu całego ciała. Mam to wielkie szczęście, że moja sąsiadka jest masażystką i fizjoterapeutką, ilekroć więc moje mięśnie nie domagają, lub czuję, że mam przeciążony kręgosłup, ląduję na jej łóżku.

Nie wiem czy wiecie, ale masaż to wspaniała sprawa. Owszem, kosztuje, więc nie twierdzę, że ma się odbywać trzy razy w tygodniu, jednak jeśli czeka się spore wydarzenie takie jak ślub czy udział w ważnej imprezie, warto na kilka tygodni popracować nad swoim ciałem nie tylko intensywnie podejmowanym wysiłkiem fizycznym, odpowiednią dietą, ale również masażem. Samo tylko poddawanie się regularnym masażom może skutecznie „odchudzić”, jednak takie rozwiązanie proponowałabym tylko majętnym i leniwym ;) (Czyli nie nam, prawda?:))
Haniu, czy pamiętasz co sprawiło, że twój brzuch doszedł do siebie po ciąży i niczym nie zdradza, że jego piękna właścicielka dźwigała niegdyś cztery kilo nadprogramowego, słodkiego, bagażu? :) Tak, to właśnie masaże. Oczywiście Hanka zapytana o to, co pomogło jej wrócić do młodocianej figury, powiedziałaby pewnie, że największą rolę odgrywa nocne latanie do małego płaczka i nieustanne podłączanie do piersi. Cóż, Hanna wie najlepiej. Jednak mówię Wam – jej płaski brzuch to zasługa intensywnych masaży, na które uczęszczała właśnie do mojej sąsiadki.

fot. beauty sense, instytut urody, sob-med, facebook, google.com

Co dokładnie robi z naszym ciałem masaż?
Ten, który ma pomóc naszej sylwetce polega na ugniataniu, uciskaniu i oklepywaniu ciała. Nie jest to bynajmniej „muskanie skrzydłem motyla”, może być wręcz bolesny, dlatego dla osób bardzo wrażliwych może nie być przyjemnością. Dla mnie akurat jest, bo lubię intensywny, mocny dotyk. Tego rodzaju masaż nie może być nazbyt delikatny gdyż jego zadaniem jest rozbicie komórek tłuszczu, znajdujących się głęboko w tkance podskórnej. Intensywne masowanie umożliwia spalanie zbędnego tłuszczu, i co bardzo istotne, wpływa na znikanie cellulitu. Jest wykonywany w oparciu o masaż leczniczy, łącząc w sobie techniki masażu klasycznego i technik łącznotkankowych. Oddziałuje on przede wszystkim miejscowo, dlatego mając świadomość miejsc, z których szczególnie nie jesteśmy zadowolone, możemy się na nich właśnie skupić.
Warto zaznaczyć, że masaż poprawia wydajność mięśni dzięki czemu możemy dłużej i intensywniej ćwiczyć, a także poddając się mu ograniczamy również możliwość wystąpienia kontuzji. Masaże poprawiają też cyrkulację krwi, w związku z czym węglowodany są szybciej transportowane do mięśni w celu ich odżywienia, a tkanki dotlenione. Niektóre z nich poprawiają proces trawienia oraz prace takich organów jak np. wątroba. Masaż nazywany drenażem limfatycznym  wspomaga przepływ płynu tkankowego biorącego udział w transporcie tłuszczy, wspomagając tym samym spalanie ich.
Mało Wam?
Okej. Powiem tyle: kiedy po dniu pełnym wyczerpującej pracy i rozmaitych obowiązków, zmachana nieludzko, dzwonię do mojej sąsiadki, a ona za pięć minut taszczy swój rozkładany stół, a za kolejne dwie minuty leżę na nim, a jej zręczne dłonie wmasowują oliwkę w każdy centymetr mojego ciała, czuję, że życie bywa piękne :) Poznania tego uczucia z życzę Wam z całego serca.

Zumba – o co w tym chodzi?

Hej, dziewczęta, tu Nastka. Tak, znowu będę siać propagandę prowadzenia zdrowego trybu życia ;) . Będę stała nad Wami i powtarzała do znudzenia, że warto się ruszać, warto baczyć na to, co jemy i wreszcie – warto mieć ładne, wysportowane ciało, bo w zdrowym ciele zdrowy duch. Nie wiem czy pamiętacie, ale w powitalnym monologu ;) , kiedy przedstawiałyśmy się Wam wraz z Hanką, Idą i Pati, nadmieniłam, że na co dzień zajmuję się nauczaniem Zumby – czegoś, co aktualnie jest bardzo na topie, ale budzi pewnie tyleż pozytywnych skojarzeń, co zapytań – a co to takiego?

fot. www.telegraph.co.uk

fot. Joshua Prezant

Otóż słuchajcie. Zumba jest zainspirowanym latynoskimi rytmami zlepkiem tańca i aerobiku. Albo inaczej – to innowacyjny system fitness z elementami tańca, który poprzez doskonałą zabawę kształtuje sylwetkę, poprawia kondycję, a co najistotniejsze – wprawia w świetny nastrój. Powiecie, to proste – endorfiny, hormony szczęścia, uwalniane są również podczas wysiłku fizycznego innego rodzaju, bieganie też uskrzydla, po squashu mamy ochotę przenosić góry, a kilka basenów kraulem sprawia, że unosimy się kilka centymetrów ponad ziemią. Jednak wierzcie mi, z Zumbą efekt jest jeszcze intensywniejszy. To chyba ta atmosfera, którą wyzwala nieskrępowany taniec, atmosfera imprezy. Zumba to dynamiczna, szalenie ekscytująca kombinacja rytmów latynoskich i wielu rozmaitych tańców. Wśród wpływów tanecznych znajdziecie salsę, cumbię, cha-chę, twista, sambę, rumbę, flamenco i jeszcze wiele, wiele innych. W Zumbie fajne jest też to, że bawisz się tak dobrze, że nie wiesz kiedy upływa czas ćwiczeń. To nie jest kolejne kółko na bieżni (uff, jeszcze tylko pięć)i to nie jest kolejna długość basenu (rany, nie wyrabiam, a jeszcze zostało osiem), to po prostu wielki fan, który jednakowoż przynosi ciału cudowne rezultaty. Co istotne: Zumba w jest łatwa. Jest przeznaczona dla matki i córki, nie ma ograniczeń wiekowych, kondycyjnych i nie potrzebuje talentu akrobaty. Dzięki ćwiczeniom cardio i elementom treningu wytrzymałościowego spala kalorie bardzo efektywnie, ujędrnia ciało, rzeźbi sylwetkę.  Lekcja cardio z elementami treningu wytrzymałościowego i kształtującego sylwetkę powoduje spalanie ogromnej ilości kalorii, ujędrnia i rzeźbi Twoje ciało.

fot. www.notorietyinc.com

Skąd wzięła się Zumba? Ponoć któregoś dnia, a było to w połowie lat 90-tych, niejaki Alberto „Beto” Perez- instruktor aerobiku, jak zwykle przyszedł do klubu fitness, w którym prowadził zajęcia. Traf jednak chciał, że zapomniał zabrać taśm z muzyką przygotowaną do zająć. Potrzeba jest matką wynalazku, nie miał wyjścia, musiał jakoś naprawić błąd. Zamiast muzyki do ćwiczeń włączył swoją ulubioną muzykę latynoską i poprowadził zajęcia całkowicie improwizując. Latynoskie rytmy porywają, porwało i jego. W ten sposób powstała ZUMBA.

Czy czujecie się choć trochę zaintrygowani? ;) Z całego serca polecam!

Nie daj się rutynie!

Niektórych z nas szybko nudzi jedna, uprawiana na okrągło, aktywność fizyczna. Nie mam tu na myśli zapaleńców i ludzi, którzy bez sportu, gimnastyki czy tańca nie wyobrażają sobie życia. Myślę bardziej o tych z nas, którzy wiedzą, że powinni ruszać się przez cały rok, bo zależy im na zdrowiu i ładnej sylwetce. I biegają, chodzą na siłownię, basen, saunę i tak dalej, ale gdyby tak jakimś cudownym sposobem zagwarantować im pozytywne efekty ruchu bez żadnego wysiłku skwapliwie, by zeń skorzystali. Co naturalnie, jest zrozumiałe.
By nie zniechęcić się rutyną i nieznośną powtarzalnością codziennych, niezmiennych czynności warto wprowadzić  urozmaicenie. Każda pora roku może być wiązana z innym rodzajem wysiłku i tylko od nas zależy jaki sport stanie się zimowym, jaki letnim.

fot. fitcare, therealhogwart, kobietawdomu.pl

Nie wiem jak Wy, ale latem stawiałabym na jogging. Jest sportem, który uprawiamy na zewnątrz (chyba, że macie domową bieżnię), a latem jest ciepło, nie trzeba zakładać na siebie miliona warstw. Jest to też sport tani :) , nie wykupujemy karnetów by zrobić kilka okrążeń w okolicznym parku. I jeszcze jedna uwaga – przy intensywnym joggingu pocimy się, to naturalne. Latem nie ma to znaczenia, spocimy się, wrócimy do domu, bierzemy prysznic i po sprawie. Wraz z nadejściem chłodów zaczynają się schody. Mokre i spocone, za sprawą byle podmuchu wiatru, stajemy się bardzo podatne na wszelkie przeziębienia.

fot. darkstory.flog, thesunrise.pl, papilot, lastfm

Dlatego wraz z nadejściem chłodniejszej, jesiennej aury, proponowałabym przeniesienie na basen. Brzmi paradoksalnie? Ależ! Dobrze ogrzewany basen w duecie z sauną jest wspaniały, właśnie gdy za oknem ziąb. Potem naturalnie dobrze się suszymy i otulamy szczelnie szalikiem. W depresyjnym okresie jesienno-zimowym dobrze sprawdza się też siłownia, szczególnie z pozytywną muzyką na uszach ;) .

fot. milleniumcentrum, mojadruzyna.pl, loginlc.winreg.net, cyberfoto

Wiosną, ale taką wczesną, kiedy jeszcze przemieszczamy się w zimowych kurtach, postawiłabym na Pilates. Świetnie robią na sylwetkę, a przecież nieuchronnie zbliża się czas zrzucania odzieży. Pilates  mogą być trenowane w klubie fitness i powtarzane w domu. Podczas wiosennego przesilenia bywa, że jesteśmy senni i czasem drzemka przed telewizorem wygrywa z ambitnymi planami wyjścia na gimnastykę. Nic straconego – ćwiczenia można zawsze nadrobić w warunkach domowych. Oczywiście nie zachęcam do całkowitego porzucenia joggingu na czas zimy oraz zapomnienia o sesjach basenowo-saunowych latem. Ciało lubi konsekwencję, dlatego do stałych aktywności ruchowych warto wracać. Jogging zimową porą, przy odpowiednim ubiorze i antypoślizgowym obuwiu też może być wielką przyjemnością, a pilates ćwiczone na pustej plaży bałtyckiej w słoneczny, piękny poranek mogą uskrzydlić na resztę dnia :) .

Nie odpuszczajmy po urlopie!

Wiele z nas ma już urlop za sobą (a część wciąż jest przed – ach, jakże my Wam zazdrościmy!). Ja w każdym razie rozpoczęłam kolejny rok wytężonej pracy, który w okolicy kolejnego lipca lub sierpnia zostanie zwieńczony dwutygodniowym wypoczynkiem. Moje koleżanki również.
Zauważyłam pewną prawidłowość – otóż bardzo często jest tak, że trzymamy formę „byle do wakacji”. Zaczynamy intensyfikować wysiłek fizyczny oraz szczególnie dbamy o dziennie menu wraz z pierwszymi oznakami wiosny. W kwietniu i maju odnotowujemy pierwsze widoczne sukcesy, w czerwcu kwitniemy, w lipcu dbamy o siebie siłą rozpędu, potem z radością i bez skrępowania prezentujemy swe wdzięki w stroju kąpielowym. Po urlopie z zadowoleniem oglądamy zdjęcia z urlopu, gdzie szczupłe i opalone stanowimy żywą reklamę zdrowego trybu życia, na jaki przestawiłyśmy ostatnio organizm. Potem wracamy do normalnego życia, obowiązków, zaliczamy lekki spadek formy związany z odwykiem od chwilowej beztroski i znów przestaje nam się chcieć. Zaczynamy pojadać wieczorami, przestajemy uważać popołudniowy jogging za niezbędny element dnia, zamieniamy chrupiącą marchewkę na równie przyjemnie chrupiące paluszki (lecz o fatalnym wpływie na sylwetkę).
Jeśli myślicie, że w związku z wrodzonym zamiłowaniem do aktywnego trybu życia sama nie miewam dni kiedy NIE CHCE MI SIĘ, jesteście w dużym błędzie. Ja też bywam diabelnie leniwa. Dlatego mam swój własny pakiet zasad, których bezwzględnie trzymam się, bo gdy odpuszczę – gorzko tego żałuję.

fot. wp.pl, vikitr.net, the med guru, rehabilitacja.olesnica.pl, na miotle.pl

Po pierwsze – przekąszać, ale tylko dozwolone. Bywamy głodne między posiłkami i tego nie przeskoczymy. Trudno przez całe życie zapijać głód wodą mineralną, to po prostu nierealne. Miejmy zatem przy sobie coś, co nas lekko nasyci i nie zaszkodzi figurze. Obrać trzy marchewki, przygotować świeży ogórek i pokroić w paski paprykę to jakieś pięć minut pracy. Stwórzmy sobie pojemnik z przekąską poprzedniego dnia, jeśli rano, przed pracą jest to niemożliwe. To naprawdę nie jest nie-do-zrobienia.
Po drugie – tam, gdzie nie musimy nie jedźmy. Idźmy, maszerujmy. Wybierzmy schody, nie windę (o ile tylko nie mamy ze sobą tuzina siatek z zakupami, nie namawiam do masochizmu :) ). Wybierz spacer na pocztę, a nie podjechanie dwie ulice dalej. I tak dalej. To zasada całoroczna. Nie odpuszczaj.
Po trzecie – miejmy życie towarzyskie. Wiadomo, że każdy z nas woli czasem zostać w domu, otulić się szczelnie pledem, zaparzyć herbatę i spędzić wieczór sam na sam z lekturą. Jednak nie rezygnujmy ze spotkań z ludźmi. To wymusza na nas zastanowienie nad tym, w co się ubrać, żeby dobrze wyglądać, a taka refleksja z kolei sprawia, że krytycznie spoglądamy na siebie. Przebywanie sam na sam ze sobą (lub tylko i wyłącznie z domownikami) w każdy weekend  sprawia, że przestajemy spoglądać na siebie z boku. Przecież domowy outfit nieprędko pokaże, że oto jest nas więcej i należałoby coś z tym zrobić. Natomiast mała czarna jest bezlitosna :) .
Po czwarte – miejmy kontakt ze swoim ciałem pozbawionym ubrania nie tylko w sytuacjach intymnych. Nie odrzucajmy propozycji wyjścia na basen lub do sauny. Z tych samych przyczyn, dla których namawiam do utrzymywania życia towarzyskiego. By mieć nad sobą kontrolę.
Po piąte – nie dajmy się ponieść wariactwu ciągłej diety. To naturalne, że czasem nas ponosi i jemy trzy kawałki ciasta, a nie jeden. Że lądujemy na grillu, przeciągającym się do nocy i wszystko jest takie pyszne i tak pięknie pachnie i w rezultacie jemy o wiele więcej niż powinnyśmy. Tak jest i będzie. Niemożliwym jest ograniczanie się przez całe życie. Trzeba tylko pamiętać o jednej zasadzie – pogrzeszymy jednego dnia, drugiego bezwzględnie pościmy. Nie: głodujemy, ale ograniczamy się bardziej niż zwykle. Nie ma obaw – trzymając się tej zasady nie utyjemy od jednorazowego obżarstwa. A przecież czasem trzeba zaliczyć kulinarny hedonizm :) .
We wszystkim bowiem musi obowiązywać zasada złotego środka. Nie znam mądrzejszej i bardziej uniwersalnej zasady.

Uwaga Bikini!

Lato to najlepszy czas na urlop na plaży. Jest gorąco, słonecznie, a w pracy czuć lekkie rozluźnienie. Zwyczajowo wybieramy urlopy w ulubionych kurortach,  organizowanych przez biura podróży lub sami wyruszamy w świat. Wszystko zapowiada się cudownie. Mamy świetne miejsce, plażę i cudowną pogodą, wystarczy tylko wskoczyć w bikini i ruszyć na podbój morza, lecz czy każda z nas jest szczęśliwa na myśl wskoczeniu w skąpy strój? Ja ostatnio zauważyłam,że pomimo mojego uwielbienia do wszelkiego rodzaju sportów, lekkich, letnich posiłków i wstawania o 7 rano mam cellulitis. Przyznaje bez bicia, że sezon lodów, grillowania, itd odbił się na moim ciele. Mam zaledwie 3 tygodnie na pokonanie go, gdyż wybieram się na wakacje. Zaczynamy!

fot: cwiczenianacellulit.files.wordpress.com

fot: cwiczenianacellulit.files.wordpress.com

Jak powstaje cellulit?

Czytaj dalej…

Must-have biegacza

Witajcie piątkowo :) .
Piątek to dzień, który tygrysy lubią najbardziej, nieprawdaż? Ja przynajmniej nie posiadam się z radości, gdy wiem, że oto nadchodzi zwieńczenie tygodnia pracy – zasłużony weekendowy luz.

Mając w perspektywie dwa dni laby, podeszłam do piątku bardzo ambitnie. Zwykle biegam wieczorami, tak, by obiad, którym posiliłam się po pracy zdążył się nieco uleżeć ;) , a także, by upał zelżał i godzinny jogging nie był torturą. Wysiłek popołudniowo-wieczorny ma dla mnie jeszcze jedno istotne znaczenie. Naładowana przez cały dzień pracy rozmaitymi stresami, bardzo lubię się fizycznie wyładować. Jogging stanowi doskonałe oczyszczenie z nagromadzonych, często negatywnych, emocji. Jednak dziś zapragnęłam zacząć dzień wysiłkiem. Sporo mnie to kosztowało, bo uwielbiam spać i ciągle mało mi snu, ale jednak wiara w maksymę: w zdrowym ciele zdrowy duch mobilizuje.
Każda pasja potrzebuje materialnej podbudowy. Amator fotografii nie obędzie się bez profesjonalnego sprzętu fotograficznego, meloman bez swej kolekcji absolutnie dziejowych albumów. Ze sportowcem jest podobnie. Niezbędnik biegacza nie wymaga olbrzymiego wysiłku finansowego (ostatecznie nie musi być markowo), ale warto, by był skompletowany i zapięty na ostatni guzik.

fot. nike, adidas, new balance, speedo, stiga, creative

 

 

 

Czytaj dalej…

Zanim wskoczysz w sukienkę…

Pati, jak zwykle nie zawiodłaś :) Twoje propozycje namieszały mi w głowie. Miałam już gotową wizję siebie na sobotnie wesele – sukienka nude, beżowe szpilki, czarna kopertówka. Całość elegancka i efektowna, ale dość zachowawcza… To zdecydowanie nie w moim stylu. Soczyste, intensywne kolory są szalenie modne i, o ile dobrze się w nich czujesz, należy ten czas dobrze wykorzystać! Czuję, że pomimo mojej pozornie dopracowanej stylizacji weselnej czeka mnie jeszcze krótka rundka po sklepach. Tym bardziej, że oto nastał upragniony czas wyprzedaży!
Każda z nas jednak wie, że dobór kreacji to nie wszystko. Kopertówka, szpilki, dodatki to wisienka na torcie, jednak żeby tort smakował od spodu po jego wierzchołek, trzeba się trochę napracować. W moim mniemaniu to przyjemna praca, jak myślicie?

fot. beautyjamaica.blogspot, drogierie natura, daphne.pl, fit.pl, i village com, se.pl, sennik.pl, kotek.pl

Dzień wielkiej imprezy zaczynam morderczym joggingiem. Staram się wypocić toksyny i… negatywne emocje oraz stres, które, chcąc nie chcąc zbieramy w sobie, przez cały tydzień pracy. Wysiłek fizyczny jest według mnie nieodzownym elementem dobrze przemyślanego porządku dnia, pozwala poczuć dobroczynny przypływ endorfin, a także – doskonale robi na urodę. Dobrze ukrwione ciało i muśnięta naturalnym rumieńcem twarz prezentuje się znacznie lepiej niż taka, której rumieniec trzeba sztucznie „naszkicować”.
Co robię po bieganiu? (To oczywiście nie musi być akurat bieganie!) Funduję sobie niezrównanie przyjemny rytuał kąpieli w solami. W międzyczasie masuję całe ciało oraz twarz specjalnymi peelingami, nakładam maseczkę oczyszczającą, a następnie intensywnie nawilżającą. Dobrze nawilżona cera to podstawa udanego makijażu. Zapomnijcie o nakładaniu bazy pod podkład lub samego podkładu bez fundamentu w postaci wmasowanego i wchłoniętego dobrze kremu. Długa kąpiel załatwia mi sprawę przygotować stóp do starannego pedicure. Podobnie zresztą ma się kwestia dłoni. Za jedno i drugie bierzemy się od razu po wyjściu z wanny i zakończeniu zabiegów wymagających kontaktu dłoni z mokrym. Niezależnie od jakości lakieru, który zdecydowałyśmy się użyć aktywności domowe bywają zdradliwe. Dlatego samo malowanie paznokci u rąk można pozostawić na koniec wszelkich przygotować, lecz na tyle wcześnie, by spokojnie móc na przykład włożyć buty i zapiąć marynarkę bez obawy zniszczenia efektu swej pracy.
Włosy i makijaż to chyba elementy najsilniej determinujące nasz weselny look. Jeśli masz umówioną wizytę u fryzjera – pamiętaj, by tego dnia powstrzymać się od chęci ewentualnych eksperymentów. Ich efekty są nieprzewidywalne, a zgodnie z nieznośnymi prawami Murphy’ego istnieje duża szansa, że tego dnia, kiedy chcemy olśniewać, akurat coś pójdzie nie do końca do naszej myśli. Więc jeśli koloryzujesz włosy na odcień popielatego blondu, pozostań przy tym. MOŻLIWE, że jako rudzielec wyglądałabyś jeszcze lepiej. Możliwe. Ale co – jeśli nie?
Z makijażem masz więcej wolności – ewentualne niepowodzenie nie jest nieodwracalne. I tu możesz szaleć, tym bardziej, że trendy kolorystyczne tego sezonu są bardzo swobodne.
Co według mnie bardzo istotne to dbałość nie tylko o zewnętrze ale i o wnętrze, a ściślej – o to, co spożywamy w przygotowaniu do całonocnej zabawy. Umówmy się – impreza weselna to nie tylko tańce i hulanki, ale także inne swawole. Spora ilość rozmaitego, niekoniecznie niskokalorycznego jedzenia w połączeniu z alkoholem bardzo obciążają nasz organizm, z drugiej strony postulat poszczenia na hucznej imprezie uważam za śmieszny. Życie ma swój niezrównany smak właśnie dzięki chwilom totalnego hedonizmu, odpuszczenia pętającym nas na co dzień zasadom, „wrzuceniu na luz”. Dlatego, wiedząc, że czeka mnie weselne nieumiarkowanie, dbam o to, co jem na kilka dni przed wydarzeniem. Nie głoduję, ale jem wyjątkowo niskokalorycznie, sporządzam rozmaite odżywcze koktajle i kultywuję dietę „na zapas”. W dzień wesela jednak nie przeginam – skazując organizm na trzy listki rukoli i sok z grejfruta – bo wiem, że przy takiej bazie skończę imprezę po dwóch lampkach szampana. Tego dnia jem lekko, ale kalorycznie, nie przesadzam z węglowodanami, ale nie stronię pod potraw zawierających tłuszcze.
Co poza tym? Cały dzień słucham muzyki nastrajającej mnie pozytywnie do zabawy! Znacie ten trick? Wiem, że nie jestem jedyną, która tak ma. Klasyczne utwory Madonny wysłuchiwane jeden po drugim sprawiają, że stopy same pląsają a ja czuję, że nadchodząca noc będzie należała do wybitnie udanych! :)





Copyright © 2004–2009. All rights reserved.

RSS Feed. This blog is proudly powered by Wordpress and uses Modern Clix, a theme by Rodrigo Galindez.